Praca

Czas polskich montowni dobiega końca. Czas konkurowania z innymi krajami wyłącznie niskimi kosztami pracy. Dwadzieścia lat temu zabieganie o takie inwestycje mogło mieć sens. Poziom bezrobocia wynosił wówczas 20 proc. i silne dążenie do zwiększania liczby miejsc pracy (szczególnie w niektórych regionach Polski) było priorytetem. Dzisiaj płace muszą rosnąć. Również dlatego, że w Europie tańszymi pracownikami od Polaków są tylko Słowacy, Węgrzy i Irlandczycy. Udział płac w polskim PKB stanowi zaledwie 48 proc. I jest wyraźnie niższy od średniej unijnej – wynoszącej 55 proc.

 

 

Lewica w swoim programie zaproponowała zwiększenie płacy minimalnej do poziomu 2700 zł brutto już w przyszłym roku. Nota bene parę tygodni wcześniej niż podobną zapowiedź ogłosił PiS. Zdaniem lewicy, płaca minimalna powinna być powiązana ze średnim wynagrodzeniem w sektorze przedsiębiorstw. Osiągając poziom 60 proc. tego wynagrodzenia.

Absolutnym skandalem jest, że pod koniec drugiej dekady XXI wieku całe rzesze polskich pracowników i pracownic pozbawione są elementarnych praw pracowniczych. Niemal 100 lat temu, 16 maja 1922 roku, Sejm II RP uchwalił ustawę o urlopach dla pracowników zatrudnionych w przemyśle i handlu. Zapewniającą pracownikom prawo do płatnego urlopu. Tymczasem zatrudniani na „śmieciówkach” – na umowach zleceniach i umowach o dzieło – z reguły takiego prawa są pozbawieni. Podobnie jak prawa do płatnych zwolnień lekarskich. Zapewnimy konstytucyjne prawa pracownicze – napisano w programie Lewicy.

Zadaniem lewicy i związków zawodowych winno być dokładne przyjrzenie się zapisom Kodeksu Pracy. Gdy toczyła się dyskusja dotycząca handlu w niedzielę, zwracaliśmy uwagę, że Kodeks Pracy nie gwarantuje pracownikom wyższego wynagrodzenia za pracę w niedziele i święta. Postulowaliśmy, by była to 2,5 krotność wynagrodzenia za pracę w zwykłe dni robocze.

 

Poprzedni: Powrót      Następny: Zdrowie

Back to top button